Menu

Blog o Blox

Oficjalny blog o platformie blogowej Blox.pl

Wszystko, co musisz wiedzieć, by prowadzić dobry blog o popkulturze

blox

 

Popkultura wciąga – można ją brać garściami i nigdy nie zabraknie tematów do napisania. Pod tym względem blogowanie o niej jest proste. Niestety tematyka wyklucza póki co lukratywne kontrakty. Na szczęście nie o to w tym chodzi! Jak czerpać zadowolenie z prowadzenia pop kulturalnego blogu i jak robić to dobrze – opowiada Kasia Czajka, Zwierz Popkulturalny.

12799245_10206977321966391_1505550462455876428_n

 

Katarzyna Czajka, Zwierz Popkulturalny

 

Kultura ma wzięcie?

Porzućcie marzenia o doskonałości. Jest przereklamowana i zupełnie zbędna, poza tym jakbyśmy byli doskonali, to nie byłoby do czego dążyć. Mnie tam z tym dobrze – mówi Kasia Czajka, autorka jednego z najbardziej popularnych blogów o popkulturze. Kasia pisze dużo, bardzo dużo, już od 6 lat, każdy jej wpis – czy to na Facebooku czy na blogu wywołuje lawinę komentarzy. Częstotliwość pisania uczy samej sztuki, jak twierdzi. Do tego tworzy fantastyczne podcasty z Pawłem Opydo. Widać blogowanie o kulturze ma wzięcie.

- Nie tworzę dla osób wtajemniczonych, siedzących w jakiejś niszy. Piszę bloga dla ludzi, którzy uczestniczą w kulturze popularnej, ale nie zastanawiają się nad nią głębiej. Dla ludzi, którzy chcieliby dowiedzieć się czegoś więcej, ale sami nie posiadają tej wyjściowej wiedzy – mówi Kasia.

Kasia bloguje z misją – blog założyła po to, by popularyzować kulturę popularną, bo ta w ogóle jest pomijana przez nasz system edukacyjny. Według Kasi nie da się rozumieć kultury wyższej bez rozumienia kultury popularnej. Jej zdaniem, to klucz do kultury wysokiej – nie na odwrót.

- Poziom odbioru kultury popularnej w Polsce jest płaski. Brakuje wiedzy, nie ma źródeł. A przecież nie wciągniemy się w czytanie przez Prousta, ale kryminały. Są łatwiej dostępne, pozwolą połknąć bakcyla! W przypadku kina, jesteśmy dość naiwnymi widzami. Mam wrażenie, że część osób nie szuka dodatkowej wiedzy na temat tego, co ogląda, bo boją się, że to im odbierze przyjemność z oglądania. To tak nie działa – wiedza, jak coś jest zrobione nie odbiera satysfakcji. Ale nie mamy jak tego zrozumieć, bo w szkole popularne kino w się nie pojawia.

Dlatego wpisy Kasi czyta tak wiele osób – po prostu doskonale uzupełniają naszą lukę edukacyjną. Kasia działa trochę jak samodzielne wydawnictwo. Jeśli trzeba, to wręcz w newsowym trybie. Regularnie śledzi prasę anglojęzyczną jak Entertainment Weekly, Empire czy Sight & Sound, bo to doskonałe źródła informacji, zwłaszcza gdy chce się coś wiedzieć przed innymi i o tym szybciej napisać.

Kultura to pasja

- To wszystko robię dla przyjemności. Dla przyjemności czytam np. streszczenia seriali, których nie oglądam. To silniejsze ode mnie! Wiem, publikuję często, ale po prostu mam, co mówić i czuję, że muszę to powiedzieć. Nie ma przecież przymusu czytania. Znajomym muszę podarować koszulki z napisem „nie musisz czytać mojego blogu” - śmieje się Kasia.

Notki na Kasi blogu maja różny charakter – niektóre są na szybko, ale przygotowanie innych pochłania dużo czasu. Jeśli Kasia robi zestawienia, zawsze stosuje regułę 10 przykładów.

- Większe wyzwanie podejmuję wtedy, kiedy piszę na dany temat po raz pierwszy i muszę go wyjaśnić czytelnikom. Przykładowo, gdy pisałam o włosach czarnoskórych kobiet w filmach i serialach, tłumaczyłam zmiany kulturowe, zachodzące w USA i to jak przekładają się na nasze polskie realia. Czasem trzeba się trochę namęczyć.

Jakim cudem Kasia znajduje czas na takie pisanie i bycie na bieżąco ze wszystkimi nowymi produkcjami? Na pewno bez niesamowitej pasji do popkultury, nie byłoby to możliwe. Ale oczywiście ma swoje pop preferencje, woli kino brytyjskie niż amerykańskie czy kontynentalne.

- Kino brytyjskie jest bliskie europejskiej wrażliwości, mojej wrażliwości, czego nie zawsze da się powiedzieć o amerykańskim. Ale powód jest też prozaiczny, nie ma bariery językowej. Przy produkcjach anglojęzycznych cenię to, że to ja decyduję o tym, co chcę obejrzeć, a nie dystrybutor, jak w przypadku filmów włoskich czy francuskich, gdzie ogranicza brak znajomości języka.

Warsztat blogera kulturalnego

Bez obycia, pogłębionego zainteresowania nie da się dobrze pisać – to już widzimy. Jak wygląda warsztat Kasi?

- Każdy wpis na blogu trzeba przygotować. To nie działa z marszu, nawet jak piszę na szybko. Po prostu na zawołanie nie wymyślisz niczego, co byłoby naprawdę zabawne czy błyskotliwe. Muszę mieć pomysł! Czasem chodzę z jednym wpisem nawet pół roku. Zdarza się, że go odkładam, bo albo coś wypadło, albo zwyczajnie nie chcę mi się zająć danym tematem. Bywa tak, że nie chcesz, by twój tekst był podobny, porównywany do innych, więc czekasz na to, żeby wykorzystać go w przyszłości – tłumaczy Kasia i przyznaje, że przygotowanie jednego wpisu zajmuje jej około 3 godzin. Pod warunkiem, że już ma gotowy pomysł. Wlicza w to research, poprawki oraz oglądanie kolejnego odcinka sitcomu (czasem niezbędne, gdy praca nie idzie). To nocny marek – zazwyczaj siada przed komputerem około 22 i siedzi do 1 w nocy.

- Kluczem do przyciągnięcia czytelników jest zróżnicowana tematyka bloga. Trzeba zwrócić uwagę na to, jakie emocje oferuje się w danym momencie. Nie można pisać wyłącznie smutnych albo wyłącznie zabawnych wpisów. Nikt tego nie wytrzyma w tak dużych ilościach - podpowiada Kasia.

- Najszybciej piszę recenzje, bo tu po prostu jest krótki termin ważności. To wymaga trochę dziennikarskiego podejścia. I braku sentymentów: nie wolno myśleć o twórcach danego filmu czy serialu. Trzeba się skupić na koncepcji dzieła sztuki i oceniać je na tle innych produkcji. Oceniam zawsze produkcję, a nie osoby, które ją stworzyły. To nieprawda, że współpracując z dystrybutorem moim obowiązkiem jest napisanie pozytywnej recenzji, bo zdarza się, że zarzuca się takie podejście blogerom. Wiedzą to obie strony. Powiem więcej, kontrowersyjna recenzja jest lepszą formą reklamy.

Kulturalne nie zarabiają (za dużo)

Kasia przyznaje, że zarabianie dużych pieniędzy na blogowaniu o kulturze jest praktycznie niemożliwe, ale jak mówi – do diabła z tym – i tak by pisała, bo kocha popkulturę, a blog po prostu daje ujście jej pasji. Ale czy wolałaby pisać jako dziennikarka, z redakcji?

 - Nie, póki co, nie. Cenię sobie swoją dowolność, a granica między blogerem piszącym o kulturze a dziennikarzem jest naprawdę cienka. I tak w ostatecznym rozrachunku najważniejszy jest dobry tekst. Pewnie, dziennikarze korzystają z dobrodziejstw redakcji, dostają ciekawe tematy, wsparcie. Ale w blogosferze też można się rozwijać, pod warunkiem, że nie stracimy otwartości na różne nowe tematy, nie zamkniemy się w schematach. Zresztą i dziennikarzom to grozi.

Ale dziennikarze są nieco lepiej chronieni przed falą krytyki ze strony niezadowolonych czytelników?

- Krytyka? To nie jest problem! Dobrze, że jest. Kiedy spotyka się same pochlebne opinie, można popaść w samozachwyt. Blokuję komentarze, które są obraźliwe dla innych użytkowników. Nie ignoruję ich zupełnie, tak jak nie ignorowałabym, gdyby ktoś obcy podszedł do mnie na ulicy i powiedział: „jesteś idiotą”. Tak samo powinno być w sieci.

Rozmawiała Agnieszka Durska i Aleksandra Berezowska

© Blog o Blox
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci